SBB. SZUKAJ. BURZ. BUDUJ. POCHWAŁA KREATYWNOŚCI

Tagi:

Społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR) to pojęcie tak modne, że słychać je w dziesiątkach firm. Niektórym udaje się przekuć ideę w czyn i od lat robią wiele dobrej roboty dla dobra wspólnego, inne – jak to u nas – zleciły opracowanie księgi programu i odstawiły ją półkę, jeszcze inne ciągle pytają: ale o co chodzi?

 

Jeśli przyjąć, że niż demograficzny stał się faktem o trwałych konsekwencjach dla życia społecznego i gospodarczego, to każde działanie zwiększające twórczy potencjał coraz mniejszej liczby Polaków należałoby uznać za błogosławione. Przynajmniej – w sensie polityki państwa. Czy tak jest? Czy słychać o rządowych programach edukacyjnych wzmacniających rozwój osobisty i indywidualne talenty, budujących podstawy efektywnego społeczeństwa? Kiedy będzie nas mniej, będziemy musieli umieć wytwarzać więcej, lepiej i taniej – przy mniejszej ilości rąk do pracy…   

Wiele polskich firm, rekrutujących nowy personel dla swoich działów rozwoju, zwraca szczególną uwagę na kreatywność. W ogłoszeniach naboru wysoko ceni się umiejętność nieszablonowego podejścia do problemów oraz indywidualne cechy pracownika, takie jak zdolność do odrzucania obowiązujących schematów, nowatorstwo, umiejętność kojarzenia danych z różnorodnych dziedzin, zdolności komunikacyjne i wyobraźnia twórcza. Te cechy stanowią często czynnik decydujący o powodzeniu wielu projektów – startupy bez kreatywności nie istnieją, bez niej nie ma rozwoju, nowych wdrożeń.

Niestety, poszukując kreatywnych pracowników polskie firmy nie wspomagają systemu, który ich kształci i który powinien wzmacniać twórcze uzdolnienia już od najmłodszych etapów  edukacji. Po pierwsze dlatego, że system taki de facto nie istnieje. Po drugie – przedsiębiorstwa myślą krótkoterminowo. Dla wielu z nich inwestycja w dzisiejszego kilku-kilkunastolatka to pieniądze wyrzucone w błoto.

Tymczasem w świetle badań naukowych, wpływ odpowiednio ukształtowanych uzdolnień artystycznych i humanistycznych na kreatywność osobistą pracownika jest nie do podważenia. Przeprowadzone przez Kanadyjczyków badania dowiodły, że u dzieci, które do 5 roku życia czynnie uczestniczyły w zajęciach artystycznych (muzyka i plastyka), w późniejszym wieku łatwiej i trwalej kształtują się takie cechy, jak kreatywność, innowacyjność i myślenie twórcze. W kolejnych latach życia można te walory pielęgnować, wzmacniać i stymulować ich wykorzystanie w obszarach innych niż twórczość artystyczna – na przykład w przedsiębiorczości.

Kreatywność buduje się w latach najmłodszych, dziecięcych, poprzez „renesansowe”, różnorodne wykształcenie w dziedzinach nader odległych od biznesu. Ale ta edukacja bardzo się opłaca! Procentuje w wieku dojrzałym. Widać to, gdy śledzi się wykształcenie wielu przedsiębiorców: humaniści wcale nie stoją na przegranej pozycji, są bardziej kreatywni niż urodzeni technokraci, są elastyczni w poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań, są nauczeni twórczych poszukiwań. Mówiąc językiem muzyki: zamiast do upadłego ćwiczyć te same gamy, wybierają się w podróże przez świat improwizacji i jam session... To nawet miało swoje rynkowe rozwinięcie: SBB. Szukaj. Burz. Buduj.   

W dyskusji o społecznie odpowiedzialnym biznesie pojawia się czasem pojęcie odpowiedzialności firmy w obszarze kultury – Cultural Corporate Responsibility (CCR), rozumianej nie tyle jako promocja i sponsoring wydarzeń kulturalnych, lecz jako celowa działalność służąca rozwojowi osobistemu, wzmacnianiu kreatywności i pozyskiwaniu przez sektor gospodarki młodych talentów, niezbędnych – w bliskiej lub odległej przyszłości – do twórczego rozwoju przedsiębiorstw.

Szkoda, że w taką przestrzeń nie chcą wchodzić instytucje państwa, że nie zachęcają przedsiębiorstw do budowy wspólnego, uniwersalnego programu CCR skierowanego w stronę młodych ludzi i dzieci. Większość firm średniej wielkości, a czasami nawet firmy o wielkiej skali działania, nie wdraża przecież żadnego programu społecznej odpowiedzialności biznesowej, a tym bardziej CCR. Nie widzą celowości takiego wdrożenia, nie wiedzą jak się do tego zabrać, nie mają wystarczających kadr i zasobów finansowych na indywidualne wdrożenia.

Może więc ciężar przygotowania dla polskich marek jednolitego i spójnego projektu wspólnej działalności na rzecz zrównoważonego rozwoju kapitału ludzkiego w dziedzinie kultury, innowacyjności i rozwoju osobistego powinno wziąć na siebie państwo? Może trzeba zorganizować biznesową zrzutkę na ten cel? Jeden wspólny projekt dla dużej grupy firm. Jednolite działania, wspólna baza danych na temat najbardziej kreatywnych młodych Polaków, wspólnie finansowane działania edukacyjne skierowane do najmłodszych?

Taki projekt mógłby służyć ułatwieniu dostępu do nowoczesnych form edukacyjnych i szkoleniowych dużej grupie uczniów i studentów, a poprzez formy konkursów, stypendiów, staży, szkoleń, zabaw, spotkań, wymianę wiedzy i budowę wspólnych projektów innowacyjnych wzmacniałby zdolności kreatywne i umiejętności osobiste beneficjentów. Aż by się chciało widzieć w nim instrument promocji dla najbardziej aktywnych i kreatywnych, źródło stypendiów dla najlepszych, taką ścieżkę kariery, na której prowadzi się młodych, zdolnych Polaków przez długą część ich życia – zanim zaczną szukać w biznesie szans pracy na własny rachunek.

Tak kiedyś pracowała Amica Wronki, jeszcze w czasach, gdy kierował nią Wojciech Kaszyński. Duża firma, w której nie zgubiono rodzinnego charakteru. Stypendia dla dzieci pracowników, pomoc od najmłodszych lat… Jeśli można w jednej firmie, w niewielkim miasteczku, to dlaczego „nie da się” w skali kraju?

Naiwne pytanie, prawda?