WEJŚCIE PALIKOTA

Palikot jaki jest, każdy widzi. Czy jego kariera jest dziełem przypadku? Jak została zaplanowana? Co to był paplament? Czy można osiągnąć sukces w polityce dzięki codziennym przekazom? Jak wypromować polityka? Jak wypromować blog? Jakie narzędzia najlepiej służą personal branding polityka? Jaka była rola agencji w kreowaniu wizerunku Palikota?

 

Gdybym miał podsumować naszą współpracę jednym zdaniem, powiedziałbym: dziwna i fascynująca zarazem.

Dziwna, ponieważ JP jest bytem samodzielnym i w zasadzie nie potrzebuje doradztwa; ma w marketingu doskonałą orientację i często moją główną rolą była rola… „odradcy”, który odciąga go od pewnych koncepcji. Poznaliśmy się już po jego najsłynniejszej konferencji prasowej z penisem i pistoletem. Gdybym miał mu doradzać w tamtym czasie, powiedziałbym: gadżety są extra, ale nie bierz ich do ręki. Stało się jednak inaczej, zdjęcia JP z penisem i pistoletem w dłoni goszczą dziś niemal w każdym komputerze. To już zawsze będzie się za nim wlokło. 

A dlaczego fascynująca? Ponieważ jest to piekielnie wymagający menedżer i niezwykle inteligentny człowiek. Potrzebował wsparcia głównie na starcie swojej politycznej kariery, kiedy poszukiwał dla siebie odpowiedniej strategii. Cel był znany: totalna, powszechna rozpoznawalność.

Niewielu znam menedżerów i polityków, którzy potrafią przyjąć strategiczną podpowiedź i mają odwagę punkt po punkcie konsekwentnie zrealizować wszystkie zakładane plany. Tak było z JP.

NARZĘDZIA PALIKOTA

Blog miał się stać jego głównym instrumentem. Internetowe Poletko Pana P. nie miało jednak z założenia pełnić funkcji przypadkowych zapisków, to była od pierwszej chwili, wskutek celowej decyzji codzienna poranna gazeta, którą z czasem zaczęli czytać nie tylko przypadkowi internauci, ale przede wszystkim – politycy i dziennikarze. Codziennie o godzinie 8 rano, przez kilka lat JP publikował swój krótki wpis.

Od pewnego momentu jego notatki blogowe stały się newsami dnia. Palikot napisał to, powiedział tamto. Niedługo potem przyszła popularność telewizyjna i radiowa, stał się gościem większości popularnych programów i gazet. W ślad za nią pojawiła się rosnąca rozpoznawalność, ale również skrajność w ocenach jego postaci. Polityczna kontrowersyjność ma swoje koszty.

Wprowadziliśmy tę blogową formę kontaktów dokładnie 1 lipca 2007, poprzedzając otwarcie bloga dwutygodniową kampanią: spoty radiowe, jak choćby ten, ten i ten (nadal cieszą!),vlepki, marketing wirusowy, billboardy czy długie taśmy, którymi „zagrodziliśmy” Warszawę. Aż do otwarcia strony pepepe.pl nie było wiadomo co tak naprawdę rusza w sieci. Pierwszego dnia odwiedziło jego blog ponad 35 tysięcy użytkowników. Wkrótce jako najlepszy blog polityczny w sieci wskazywała go także zdecydowana większość w Sejmie.

No…, a potem było już z górki. ;-)

KONGRES PiS I WOJNA NA MINY

Pamiętacie 31 stycznia 2009 roku i palikotową transmisję z Kongresu PiS? Siedziałem w swoim domu, on udawał, że tkwi na kongresie, ja pisałem, nasz informator podrzucał krótkie wątki, reszty dokonała wyobraźnia i podgląd w TVN24. Szczytem absurdu było sfingowane wystąpienie Kaczyńskiego… Efekt? Prawie dwa miliony wejść na stronę z blogiem JP w ciągu jednego weekendu…

Wcześniej była walka Giertycha z Gombrowiczem i nasza wspólna akcja uliczno-internetowa w obronie obecności dzieł pisarza w szkołach, w czasie której tysiące ludzi wzięło udział w „wojnie na miny”, mogąc je potem obejrzeć na stronie pupapupapupa.pl. Później uradowaliśmy czytelników Gazety Wyborczej dodatkiem z „Grą w Przyjazne Państwo”, pomagaliśmy Januszowi w setkach drobnych i większych spraw, robiąc filmy, podcasty, radio internetowe, billboardy, grafiki, a on odwzajemniał się żelazną konsekwencją w prowadzeniu ustalonych wspólnie działań. Świńskiego ryja w telewizji, bez konsultacji, nie mogę mu jednak wybaczyć… :-)

MISTRZOSTWO ŚWIATA

Z perspektywy strategii komunikacyjnej Janusz Palikot to klient idealny. Odważny, chętny do współpracy (nad)kreatywny, w lot łapiący wszystkie niuanse przekazu, używający rozumu. Obyśmy, drodzy kreatorzy wizerunku, mieli tylko takich klientów!

Nasze drogi rozeszły się w roku 2009, kiedy on założył swoją partię, a ja wróciłem na pełne dwa lata na kolej, budować dworce. To co zrobił wprowadzając do świata prawdziwej polityki Ruch Palikota, to ewenement, mistrzostwo świata, czapki z głów. Ta pozytywna opinia należy się Palikotowi bezdyskusyjnie i przyzna ją każdy, kto śledzi i zna branżę marketingu politycznego. To co robi teraz, każdy niech ocenia samodzielnie. Mnie nie wypada: pomagam kilku posłom z jego klubu w budowaniu własnych wizerunków.

W strategii Palikota zagrał dosłownie każdy element.

Zawartość – bo jako medium komunikacyjne zawsze miał coś do powiedzenia. Instrumentarium – każde z narzędzi zostało wykorzystane do bólu, łącznie z Internetem i telewizją. Ilość komunikatów – zabójcza dla jego konkurentów, nikt nie kreował takiej liczby „newsów dnia”, no, może poza Jarosławem Kaczyńskim; serio. Interaktywność – na najwyższym poziomie; aż by się chciało czasem, żeby wokół JP było nieco ciszej. Jakość komunikacji – perfekcyjna. Koszty – najniższe z możliwych. Efekt – jak widać.